h1

Michel de Montaigne

Michel de Montaigne

“Religia jest jeno narzędziem, które ludzie sobie wymyślili, aby umocnić swą społeczność”

Apologia Rajmunda Sebond

Wyobrażenia Boga


Tales, który pierwszy zgłębiał takie przedmioty, uwielbił jako Bóstwo ducha, który uczynił z wody wszelkie rzeczy.

Anaksymander sądził, iż bogowie umierają i rodzą się w rozmaitej porze i że światy istnieją w nieskończonej liczbie.

Anaksymenes, iż powietrze jest Bogiem, stworzonym, lecz niezmierzonym, wiekuiście poruszającym się.

Anaksagoras pierwszy twierdził, iż własności i istota wszelkich rzeczy są pod władzą siły i rozumu nieskończonego ducha.

Alkmeon przypisywał bóstwo słońcu, księżycowi, gwiazdom i duszy.

Pitagoras czynił bogiem ducha rozlanego w naturze wszystkich rzeczy, z którego wypłynęły nasze dusze;

Parmenides — krąg otaczający niebo i utrzymujący świat żarem swego światła.

Empedokles uważał za bóstwo cztery żywioły, z których wszelka rzecz jest uczyniona.

Protagoras mówił, iż nic nie ma do powiedzenia o tym, czy są bogowie, czy nie, ani też, jacy są.

Demokryt na przemian twierdził, to iż obrazy i ich ruchy okrężne są bogami, to znów, że natura, która rzuca owe obrazy; a wreszcie, że nasza świadomość i pojęcie.

Platon rozdziela swoją wiarę między różne oblicza; powiada w Timeusie, iż ojciec świata nie może być nazwany; w Prawach, iż nie trzeba dochodzić jego istoty; w innym miejscu tych samych pism czyni świat, niebo, gwiazdy, ziemię i nasze dusze bogami; i przyjmuje prócz tego owych, których uznawano dawnym obyczajem w każdym państwie.

Ksenofont opowiada o podobnym zamięszaniu w nauce Sokratesa: raz mówi, iż nie trzeba dochodzić istoty Boga; później znowuż twierdzi, iż słońce jest bogiem i dusza bogiem: raz, że jest tylko jeden, to znów, że jest ich więcej.

Speuzippus, siostrzeniec Platona, czyni bogiem niejaką siłę władnącą rzeczami i mieni ją „zwierzęcą”.

Arystoteles mówi raz, że to jest duch, raz, że świat: to daje światu osobnego władcę, to czyni bogiem żar niebios.

Ksenokrates tworzy ich ośmiu: pięciu wybiera między planetami; szósty zasię złożony jest ze wszystkich gwiazd stałych, będących jakoby jego członkami: siódmy i ósmy to słońce i księżyc.

Heraklides Pontyku waha się w swoich mniemaniach, w końcu pozbawia boga czucia i każe mu odmieniać formy; później znów mówi, że jest nim niebo i ziemia.

Teofrast w podobnej niepewności wędruje z jednej fantazji w drugą: przypisując rząd nad światem to rozumowi, to niebu, to gwiazdom.

Straton mówi, że to natura mająca siłę płodzenia, mnożenia i ujmowania, bez kształtu i czucia.

Zenon, że jest to prawo naturalne, nakazujące dobro i wzbraniające zła, które prawo jest jakoby źródłem życia; czyniąc miejsce temu bóstwu, uprząta zwyczajnych bogów: Jowisza, Junonę, Westę.

Diogenes Apolloniates powiada, że to czas.

Ksenofanes czyni Boga okrągłym, widzącym, słyszącym, nie oddychającym, nie mającym nic wspólnego z naturą ludzką.

Aryston uważa postać Boga za niepojętą, pozbawia go zmysłów i nie wie, czy jest on żyjący, czy nie.

U Kleantesa są nim na przemian to rozum, to świat, to dusza natury, to najwyższe ciepło otaczające i otulające wszystko.

Perseusz, uczeń Zenona, twierdził, iż nazwano bogami tych, którzy przyczynili jakowyś znaczny pożytek życiu ludzkiemu i zdziałali pożyteczne rzeczy.

Chryzyp czyni mętne pomięszanie poprzedzających sentencji i w tysiączne formy swoich bogów włącza takoż ludzi, którzy się unieśmiertelnili.

Diagoras i Teodorus przeczą wręcz, by byli jacy bogowie.

Epikur stwarza bogów błyszczących, przejrzystych i przewiewnych, żyjących między dwoma światami, jakoby między dwoma fortami zasłaniającymi ich od ciosów; zresztą obleczonych w ludzką postać i członki, które to członki nie mają dla nich żadnego użytku:
Ja zawsze mówiłem i będę mówił, że jest ród bogów niebiański, lecz sadzę, że oni nie troszczą się o to, co robi ród ludzki. Ennius u Cic. De div. II, 50.

Ufajcież swojej filozofii; chełpcie się, żeście znaleźli migdał w cieście patrząc na ten rozgardiasz tylu filozoficznych mózgownic! Zamięszanie tych świeckich kształtów tyle na mnie sprawiło, iż wszelkie obyczaje i myślenia odmienne od moich nie tyle mierżą mnie, ile pouczają; nie tyle wbijają w pychę, ile poniżają, kiedy je zbieram w kupę; i wszelki inny wybór niż ten, który pochodzi z samej ręki Boga, zda mi się bardzo nieszczególnym wyborem. Zostawiam tu na stronie obyczaje życia poczwarne i przeciw naturze. Ustawy społeczne świata nie mniej są w tyłu przedmiocie sprzeczne niż szkoły filozofów: przez co możemy się uczyć, iż sam los nie bardziej jest rozmaity i odmienny niż nasz rozum ani bardziej ślepy i nieopatrzny.

Rzeczy najbardziej niepoznane najsposobniejsze są, aby je ubóstwić: dlatego czynić z nas bogów, jako bywało u starożytnych, to przechodzi ostateczną słabość naszego rozumu.

Raczej byłbym poszedł za owymi, którzy ubóstwili węża, psa i wołu; ile że ich natura i istota mniej jest nam znana i więcej mamy praw wyobrażać sobie, co się nam podoba, o tych bestiach i przypisywać im nadzwyczajne własności.

Ale czynić bogów wedle naszej natury, której powinniśmy znać niedoskonałość, przypisywać im żądze, gniew, pomsty, małżeństwa, rozmnażanie i pokrewieństwa, miłość i zazdrość, zgoła członki nasze i kości, nasze gorączki i rozkosze, nasze śmierci i groby, trzebaż, aby to wyszło z jakiegoś osobliwego pijaństwa rozumu ludzkiego;
Rzeczy, które bardzo są odległe od istoty boskiej i które nie zasługują na to. by je widzieć w liczbie bogów. Lukrecjusz V, 122.

(…) Tak samo przypisywać boskość nie tylko wierze, cnocie, czci, zgodzie, wolności, zwycięstwu, pobożności, ale takoż rozkoszy, zdradzie, śmierci, zawiści, starości, nędzy, strachowi, gorączce i nieszczęściu, i innym niedolom naszego lichego i znikomego żywota:
Cóż z tego za korzyść, by do świątyń wprowadzać nasze obyczaje? O dusze ku ziemi pochylone i pozbawione pierwiastków niebieskich Pers. II, 61.

Egipcjanie z bezwstydną przezornością zabraniali pod karą powroza, aby nikt nie powiadał, iż Serapis i Izys, ich bogowie, bywali niegdyś ludźmi, mimo iż wszystkim było to wiadomo.

Obraz ich, przedstawiony z palcem na ustach, oznaczał, powiada Warron, tajemniczy nakaz wydany kapłanom, iż mają zmilczeć ich pochodzenie śmiertelne, jako z niezbitą koniecznością unicestwiające całą ich cześć. Skoro człowiek tak pragnął upodobnić się Bogu, lepiej by uczynił, powiada Cyceron, ściągając ku sobie własności boskie i sprowadzając je na ten padół niż wysyłając ku górze swą nędzę i zepsucie; w rzeczywistości jednak uczynił jedno i drugie na rozmaity sposób, dając dowód podobnego szaleństwa swojego umysłu.

Kiedy filozofowie rozpatrują hierarchię swoich bogów i krzątają się pilnie rozróżniając ich związki, godności i władze, nie mogę uwierzyć, by mówili poważnie.

Czytajcie sami TU

Jeden komentarz

  1. [...] Witold Skaczkiewicz Wierszole 2007 « Bernard le Bovier de Fontenelle - Apologia Rajmunda Sebond sierpień 18th, 2007 Przeniesione do STRONY-BIBLIOTEKA Michel de Montaigne [...]



Komentarze zablokowane.